Niezauważenie dla większości "uczonych" i "specjalistów" mamy wzrost PKB w 2011 roku o 4,3 proc. Na bieżący rok planowany jest wzrost o 2,5 proc.
Gdzie wobec tego podział się "potężny" kryzys, z którym tak dzielnie walczył Rostowski i Tusk?
Gdzie ten horyzont, zza którego, w/g zapowiedzi przedwyborczych, miała pojawić sie kolejna fala kryzysu? Co ja mówię, przecież on już stukał do drzwi, mało tego, już nawet zakładał kapcie...
Nasz kryzys to kolejny wytwór kampanii pijarowej. Wymyślono straszaka. Okazja trafiła się wyśmienita, a do tego mechanizmy kryzysu "bankowego" nie wykształciły się w Polsce. Skoro wymyślono kryzys, musiał być ogromny, bo sztukmistrze wiedzą, że należy wygrywać z potężnym przeciwnikiem. Pokonanie jakiegoś tam kryzysiku to nie jest zadanie na miarę ich ambicji. Oni muszą dokonać wielkiego zwycięstwa! Nadal walczą. I tak się zamachujom do dziś dnia, że nie widzą wzrostu. Nikt nie ogłosił zwycięstwa, więc ofensywa trwa. I tylko nie wiedzą jeszcze czy opłaca się ukatrupić żyłę złota, czyli skuteczne propagandowo narzędzie do podbijania wyników sondaży?
Wobec wyników banków działających w Polsce trudno nadal straszyć kryzysem. Banki zarobiły prawie o 40 % więcej niż w 2010 roku. Zysk sektora wyniósł 15,7 mld zł.
Wzrost to czy kryzys? Oto jest pytanie!



Po pierwsze, w przemyśle dało się odczuć bardzo wyraźne ożywienie. Lata 2008-2010 były czasem szoku, podczas którego firmy mocno zaciskały pasa - redukowano zatrudnienie i stanz magazynowe. Redukcja stanów magazynowych często była bardzo głęboka i rok 2011 jest już czasem ich odbudowywania. Stąd wiele firm będących dostawcą komponentów dla szeroko pojętego przemysłu, osiągnęło w 2011 rewelacyjne wyniki.
Po drugie rządy PiSu dobrze przygotowały Polską gospodarkę na kryzys. Obniżenie podatków i składek rentowych podniosło jej konkurencyjność. Wprowadzeni programu Rodzina na Swoim pozwoliło wielu ludziom, którzy w trakcie kryzysu nie mieliby możliwości wziąć kredytu w walucie obcej, kupić mieszkanie. Poprawiło to stan branży budowlanej, a dodatkowo uratowało sporo osób przed silnie obciążającym kredytem w obcej walucie.
Po trzecie rządy PO wpompowały ponad 300 mld PLN w rynek. Zatrudniono prawie 100 tys., urzędników, co ograniczyło wzrost bezrobocia.
I teraz właśnie może przyjść kryzys. Firmy produkcyjne są bardzo ostrożne i każdy na siłę forsuje filozofię JIT. Śmieciowe umowy w dłuższej perspektywie czasu wpływają negatywnie na konsumpcję, gdyż opóźniają dokonanie poważniejszych zakupów, przez niedostępność kredytu. Długi zaciągnięte przez PO trzeba spłacać.